znaleźć i zgubić

Dzisiaj na ulicy w centrum Warszawy z torebki, w której miałam telefon, kartę kredytową i bilet miesięczny (traveling light), wypadły mi karta kredytowa i bilet miesięczny. (Tak, wiem , co myśllicie. Debilka)

Dwie godziny później w tym samym miejscu znalazłam na chodniku moją kartę kredytową. (Tak, wiem, co myślicie. Głupi ma zawsze szczęście)

Zgadzam się z Wami – jest to kolejny niebywały przypadek w moim życiu, kkiedy człowiek ma więcej szczęścia niż rozumu. Drugie wytłumaczenie jest takie, że karma wraca, więc może nadal amortyzuje się 20 kg kiligramów karmy wysyłane do schroniska Kundelek (naprawdę mówię Wam – lepiej też wyślijcie).

Jakby mało było tego mojego standardowego szczęścia, to na dodatek na koncie bankowym, do którego jest karta, znajduje się zgromadzona gotówka na kupno 50 metrowego mieszkania na Kabatach, a bilet miesięczny był ważny do dzisiaj do północy.

iście kobieca logika

Mój mąż niby taki światły, że aż do Waszyngtonu pojechał ich oświecić a może nawet przepchnąć prezydenta Ameryki na defiladzie z okazji Memorial Day , a nie może pojąć, jaka jest logika w tym, żeby przed pójściem do najbardziej szpanerskiego fryzjera w Warszawie ufarbować sobie odrosty.

matka jest tylko jedna

Dzisiaj o 7ej rano, kiedy właśnie zamierzałam przyjąć laurki, pokłony i wiersze z okazji dnia matki, córki wręczyły mi listę top # matek na świecie, do której załapałam się razem z Matką Boską i Królową Elżbietą. Oraz jednocześnie przekazały mi, że babcia Danusia ma takie marzenie ( czytaj: życzenie), żebym jej wręczyła kwiaty i podarunki osobiście o poranku. Więc zamiast wziąć prysznic, wzięłam dupę w troki (a dosłownie w duże dżinsy doskonale pasujące na piżamę) i poszłam szukać jakiegoś czynnego sklepu z czymkolwiek. Kwiaciarnia czynna od 9ej, apteka 24h – jak sama nazwa wskazuje – od 8 do 18ej. Została do wyboru Ruska z warzywami ( prezent zdrowy i praktyczny) lub Tesco ( tanio). Więc wybór był prosty.
Zanim obleciałam Tesco, dotarłam do Danuty, złożyłam przez zaciśnięte zęby serdeczne życzenia ( choć mogło mi się wymsknąć słowo: próżna) i wróciłam zziajana do domu, była już najwyższa pora, żeby wziąć torbę do pracy, torbę z laptopem, tornister Zosi, dosiąść swojego dwukołowego rumaka ( akcja: Rowerowy Psia Jego Mać Maj) i pognać do szkoły na 8mą. A dokładnie na 7.45, bo Zosia toczy niewypowiedzianą, ale niestety zwycięzką walkę z paniami woźnymi, kto pierwszy dotrze do szatni.
Teraz już spocona, niedumyta i niedoczesana świętuję dzień matki w pracy. Priorytet na dziś: radość i żeby piżama nie wystawała ze spodni.

stara koleżanka

Stara koleżanka z liceum zaczęła biegać, jak się jakiś znajomy jej zapytał, czy jest w ciąży.
Że kolejna osoba złapała bakcyla biegania – cieszy.
Ale że wygląda jakby była w ciąży – dużo bardziej.

life work balance i nowe fakty na temat zagłady dinozaurów

Istnieje hipoteza naukowa (na razie tylko w mojej głowie), że dinozaury doprowadziły do samozagłady, bo były kobietami.

Powiem Wam, jak to odkryłam.

W mojej firmie – kochanej i papuśnej jak pluszowy miś z balonikiem w kształcie serca – wprowadzono możliwość pracy domowej (home office) w ilościach hurtowych, czyli raz na tydzień. To dużo jak na światowe standardy korporacyjne i wręcz perwersyjnie jak na Polskę.

Wszystkie firmowe mamuśki, ze mną na czele, wpadły w ekstazę. Ja na przykład poczułam, że to spełnienie wszelkich moich zadowowych marzeń i ambicji.

No i nadszedł maj a wraz z nim mój pierwszy prawdziwy home office, a ja siedząc o 14ej w piżamie na łóżku z komputerem na brzuchu nadal nie mogę się otrząsnąć ze szczęścia.

Podniecona wizją home office’u wstałam wcześniej, zrobiłam śniadanie i zmyłam. Popracowałam. Nastawiłam pranie. Popracowałam. Nastawiłam obiad. Popracowałam. Zmyłam naczynia i wyrzuciłam śmieci. Teraz pracuję. Za następnych 15 maili i 20 programów rozwieszę pranie i dam dzieciom obiad. Potem popracuję.

Jednym słowem zasuwam dosłownie na dwa etaty jednocześnie z poczuciem, że jestem absolutnie uprzywilejowana.

Ciekawe, że koledzy z pracy powiedzieli, że oni raczej nie będą zainteresowani tą formą pracy i normalnie posiedzą se w biurze.

dzik ma bardzo ostre kły

Dzisiejsze 17 km truchtu po lesie kabackim upłynęło mi na nerwowym rozglądaniu się, czy zaraz nie padnę ofiarą dzika.

Nie dalej niż wczoraj najodważniejszy z meżów napotkał cztery dziki pasące się na trawniku pod sklepem mięsnym przy głównej arterii Kabat – ulicy Wąwozowej. Nie ulękł się ani odrobinę, mimo że jego taksówka przejeżdżała naprawdę blisko.

Mąż mówi, że nie ma się czego bać, bo dziki jedzą tylko trawki, liście i żołędzie.

Moja wiedza na temat dzików, którą częrpię garściami z filmu Przekręt Guya Ritchiego jest zgoła odmienna.
Zresztą mąż sam przyznał, że widział je pod mięsnym , a nie warzywniakiem…

bezsprzeczna wyższość kobiet

na portalu psychologicznym, na którym spędzam poranek w oczekiwaniu, aż nadejdzie ocieplenie i będę mogła pobiegać, interesujący artykuł. O tym, za jakimi wynalzkami w historii ludzkości stoją kobiety. Klikam, bo nigdy nie wiadomo, kiedy zawita do nas znowu teść głosząc swoje poglądy o korelacji między płcią a inteligencją i trzeba będzie podjąć rękawicę.

I tak, w kolejności chronolicznej ( czyli preferowanej przez pleć żeńską) kobiety wynalazly:
1/ piwo w starożytnej Mezopotamii (moim zdaniem, nie do udowodnienia)
2/ filtr do kawy ( Niemka, której fusy wchodziły w zęby, przy pomocy kartki z zeszytu syna)
3/ wycieraczki do samochodu ( ale wynazczyni była zbyt biedna by opatentować)
4/ maszynka do robienia lodów. ( nie tych – niestety)

i – last but not least- taka amerykanka, która wynalazla portal ZAADOPTUJ FACETA, na którym to kobiety wybierają mężczyzn, a nie odwrotnie.

Artkuł może nie daje poczucia ogromu intelektu i kreatywności kobiet na przestrzeni wieków, ale daje nadzieję, że jeśli coś Ci przyjdzie do głowy, możesz nadal załapać się do top 10 wynalazczyń ever.

Ja na przykład od razu chciałabym w kategorii ODKRYCIA zgłosić moją mamę, która w roku 1997 odkryła, że garnki i patelnie myje się z dwóch stron, a nie tylko w środku.